Profesor Roman Kuźniar, którego bardzo lubię ze względu na jego sprzeciw wobec wojny w Iraku, napisał komentarz dla Dziennika pt. Dajmy wreszcie Unii coś od siebie (prawdę mówiąc  przyszła mi na myśl nasza rosnąca składka członkowska). Mam sporo luźnych zastrzeżeń i dzielę się nimi, po części w ramach spuszczania pary. Może kiedyś napiszę posta o tym co jako zwolennik federalizmu akurat chciałbym, żeby Unia robiła, nie ma to jednak wiele wspólnego z planami Profesora.

(…) Są cztery wielkie dziedziny działania międzynarodowego, na których powinna się skupić Unia po Lizbonie. Po pierwsze bezpieczeństwo. Unia stała się niepostrzeżenie całościowym systemem bezpieczeństwa. Jest wiele powodów, aby sądzić, że to właśnie unijny model polityki bezpieczeństwa ma przyszłość, nie NATO-wski. Unia tworzy bezpieczeństwo poprzez aktywne kształtowanie swego otoczenia oraz uzależnianie go od stosunków z Europą. Chodzi o pozytywną współzależność. Siła militarna, choć powinna być nieco jeszcze wzmocniona, posiada jedynie subsydiarne znaczenie. Tak rozumiany potencjał UE w sferze bezpieczeństwa trzeba wzmacniać. (…)

Cudownie, tylko właściwie po co do tego UE? Jedyne czego potrzebujemy w tym celu to wolny handel. Przypisywana Frédéricowi Bastiatowi XIX-wieczna maksyma “jeśli towary nie przekroczą granic, zrobią to armie” nie jest niczym nowym. Ludwig von Mises uważał załamanie handlu światowego po podpisaniu przez Herberta Hoovera nakładającej cła zaporowe ustawy Smoot–Hawley za istotny powód wybuchu II Wojny Światowej. Współcześnie cytuje się Thomasa Friedmana, “nigdy jeszcze wojna nie wybuchła między dwoma państwami posiadającymi restauracje McDonalds” (prawda której pozornie zaprzecza kilka drobnych konfliktów z rosyjsko-gruzińskim na czele). Ale czy czasem UE nie równa się wolny handel? Nie bardzo, luźno cytując Hansa-Hermanna Hoppego z jego wizyty dwa lata temu w Warszawie, “UE nie ma niczego wspólnego z wolnym handlem. Wolny handel zapisuje się w dwóch zdaniach, “ten kto chce coś wwieźć – może to zrobić, ten kto chce coś wywieźć – może to zrobić. UE ma 90 000 stron traktatów.” Co do armii europejskiej także nie jestem entuzjastą, aczkolwiek Kuźniar nie napisał wprost, że o armię europejską mu chodzi. W każdym razie znany problem z armiami polega na tym, że jak już są to głupio, żeby się kurzyły i zawsze im się znajduje jakieś absurdalne zajęcia typu wtrącanie w sprawy krajów trzeciego świata. Już widzę jak UE dzielnie buduje demokrację w Somalii.

(…) Po drugie gospodarka światowa. Możemy skutecznie uczestniczyć w kształtowaniu globalnego porządku ekonomicznego, który będzie bliski modelowi gospodarczemu samej Unii, czyli będzie łączył solidarność i zachowanie społecznej spoistości z wymogami konkurencyjności i innowacyjności. Nasze atuty, to nie tylko udział w globalnym produkcie i handlu świata oraz coraz mocniejsze euro, które już wyszło przed dolara jako pierwsza waluta transakcji międzynarodowych. Przypomnijmy, że w nowo powstałej G-20 Unia jako region ma najwięcej przedstawicieli. (…)

Witaj wzroście gospodarczy w granicach błędu statystycznego! (dobrze jeśli w ogóle na plusie) Ciekaw jestem ile stuleci w takim wypadku kraje rozwijające się będą potrzebowały na dogonienie nas. Oczywiście, jako dla liberała, taki wariant byłby dla mnie całkowitą tragedią. Śpię jednak spokojnie. Wkrótce “model” będzie  musiał ulec reformie, w czego kierunku państwa członkowskie niemrawo zdają się zdążać. Jeśli mamy jednak promować mieszany system gospodarczy to lepiej już siedzieć cicho. Euro to temat na innego posta, nie jestem jego entuzjastą…

(…) Po trzecie kompleks powiązanych ze sobą zagadnień energetycznych i klimatycznych. I pod tym względem Unia ma wiele do powiedzenia. Pomimo alarmów podnoszonych okresowo w polskich mediach, Europa całkiem skutecznie zabiega o swe interesy energetyczne. Nie należy jej też czynić zarzutu z tego, że bardziej niż inni stara się o ochronę środowiska naturalnego i klimatu ziemskiego. Tutaj trudno o łatwe sukcesy, ale długofalowo stawką jest zachowanie możliwości przetrwania człowieka na Ziemi. (…)

Jeśli “model europejski” nie zabije światowego wzrostu gospodarczego, z pewnością dokonają tego regulacje klimatyczne. Cały problem i mówienie o zachowaniu możliwości przetrwania człowieka na Ziemi są dla mnie komiczne. Mamy w tej kwestii znaczące spory w Kole (zresztą nie tylko w tej), ale ja zwyczajnie nie pojmuje jak można o tym w ogóle mówić na poważnie. Histeryczne prognozy formułowane są na podstawie modeli klimatycznych, z których ani jeden nie przewidział obecnie obserwowanego ochłodzenia klimatu. To jednak temat na inną okazję. Co do zagadnień energetycznych to pierwszym krokiem powinno być wypowiedzenie Protokołu z Kioto, więc wracamy do enwiromentalizmu. Zasadniczo jestem głęboko przekonany, że enwiromentalizm jako ruch, przy braku świadomości tego większości uczestników, sprzeciwia się nie zanieczyszczającym sposobom uzyskiwania energii, lecz energii jako takiej, ale znowu bardzo kontrowersyjny i odległy nam w tej chwili temat (polecam esej Ayn Rand Rewolucja Antyprzemysłowa), co istotne, to że za sprawą Europy Zachodniej enwiromentalizm zajmuje w UE bardzo eksponowane miejsce i nie jest to czynnik pro-rozwojowy.

(…) I po czwarte UE powinna pozostać głównym promotorem praw człowieka, demokracji i dobrego rządzenia oraz dostarczycielem pomocy humanitarnej. W tym punkcie zbiegają się sprawy bezpieczeństwa, moralności i europejskiej tożsamości. (…)

UE w niewiarygodnie arogancki sposób lekceważy głosy własnych obywateli w kwestii Traktatu z Lizbony i ma uczyć tej “demokracji” innych? Przepraszam, nie rozumiem. Zadaniem państwa jest ochrona praw naturalnych obywateli, a nie poszukiwanie imperialnej chwały, nie wtrącanie się w sprawy innych ludzi (ja przypisuję tendencję do zapominania o tym altruistycznej moralności, która widzi dobro jako pochodzące z robienia innym dobrze, ale to kwestia filozoficzna, odsyłam do Ayn Rand). Rządowa “pomoc humanitarna” jest jednym z głównych powodów tego, że Afryka wygląda obecnie jak wygląda. Jeśli w Burkinie Faso, Ruandzie, Somalii, Mali, Czadzie, Mauritanii i Sierra Leone od 1970 do 2002, ponad 70% wydatków rządowych pochodziło z pomocy zagranicznej (Etiopii 90%), to dlaczego miałby te państwa się przejmować losem własnych obywateli? Nie przejmują. W niektórych uzyskanie pozwolenia na działalność gospodarczą trwa dwa lata. Poza dręczeniem własnych obywateli, rządy afrykańskie zajmują się tym, czym się zajmuje każdy rząd z cudownie pojawiającymi się pieniędzmi – wojnami. W latach ’90 było więcej wojen na kontynencie afrykańskim niż w reszcie świata razem wziętej. (polecam Dambisa Moyo , WSJ, Cato)

UE będąca “promotorem” czegokolwiek to właśnie to czego się boję. Jak się chce coś promować to się daje przykład. Wtedy inni sami kopiują odnoszące sukces rozwiązania. Nie jestem zwolennikiem imperiów, imperia w pogoni za prestiżem dręczą obywateli podatkami, wojnami, ograniczeniami wolności, co w końcu prowadzi do ich zapóźnienia i upadku, jak to miało miejsce w Hiszpanii. Ktoś mógłby mi na to odpowiedzieć, że przecież mamy dobre zamiary i chcemy pomóc. A czy w czasach imperiów kolonialnych Anglicy, Francuzi, Niemcy, czy Rosjanie mówili “wybijmy tych wszystkich dzikusów”? Nie, też szerzyli cywilizację, kulturę i moralność. Dokładnie tak jak niektórzy by dzisiaj chcieli demokrację. (polecam William Graham Sumner The Conquest of the United States by Spain)

WOW, rozpisałem się… (ale to wina Profesora, bo jego cytaty zajmują miejsce :P)